Miało już nie być wypisów z mojego poprzedniego, nieistniejącego już bloga – followmydream. Zrobię jednak wyjątek i wrócę do relacji z koncertu Ani Rusowicz sprzed ponad dwóch lat (Gniezno, 5 sierpnia 2012 roku). Niezapomniane przeżycia :-) :

 

Niedziela, Gniezno, koncert Ani Rusowicz? Kusząca propozycja. Liczyłem na to, że rodzinny charakter imprezy pn. Lato z Radiem” będzie dobrą okazją do obejrzenia występu naszej współczesnej big-bitki z bliska – ludzie pod scenę pchać się nie będą :-) . Nie było mi dane tego doświadczyć, ponieważ na kwadrans przed koncertem swój recital zaprezentował zespół w składzie: burza, wiatr, deszcz i grad.

Nie trzeba było być znawcą, żeby na podstawie nadciągających nad Gniezno ołowianych chmur wywnioskować, że może wydarzyć się coś nieoczekiwanego. W odpowiednim czasie wycofaliśmy się na z góry upatrzone pozycje, czyli pod wiatę Café Prima. Wraz z deszczem przybywało ludzi, dzięki czemu zostaliśmy w miarę zabezpieczeni od zewnątrz :-) . Niestety, znośnie było do momentu gdy spadające z góry krople zaczęły „ciąć” równolegle do trawnika.

Dalsza część imprezy to marszobieg w deszczu i kałużach w stronę gnieźnieńskiego Rynku. A że plac koncertowy był położony najniżej na naszej trasie, to przy odrobinie wyobraźni można było się poczuć, jakbyśmy brodzili w górskim potoku :-) .

Końcówkę załamania pogody przeczekaliśmy w bramie jednej z kamienic. W czasie powrotu do samochodu zrodziła się koncepcja, żeby wrócić na pole koło Katedry, bo może Rusowicz jednak wystąpi. Okazało się, że nie było po co wracać – scena w częściach, obsługa zwijała z pobliskiej ulicy ogromny balon lub namiot radiowej Jedynki (ten sam, który wcześniej zatarasował nam drogę w czasie wędrówki na Rynek), ochrona kierowała ludzi do wyjścia. Ubrania większości ludzi wyglądały, jakby zostały wyciągnięte z pralki tuż przed odwirowaniem. Po imprezie :-) .