Sławomir Ruciński (gitara), Leszek Duszyński (gitara, śpiew), Karol Walkowski (bas), Mariusz Twarużek (perkusja). Zespół RiD. Niebawem ukaże się ich Epka pt. Edycja Limitowana.
Z muzykami oraz ich menedżerem, Dariuszem Rucińskim, spotkałem się w ubiegłym tygodniu w mogileńskiej hali sportowej, gdzie mają swoje miejsce prób. A z Leszkiem Duszyńskim i Sławomirem Rucińskim porozmawiałem m.in. o wspomnianej Epce.

***

W grudniu ubiegłego roku w tygodniku Pałuki i Ziemia Mogileńska (Holak Marek, Gdyby nie było punk rocka, 2013, nr 52 z 23 XII, s. 2-3) ukazała się recenzja waszej płyty demo. W związku z tym, że nie do końca byliście zadowoleni z efektów swojej pracy od stycznia 2014 roku materiał ponownie nagrywaliście z Krystianem Wołkiem. A niedawno na waszym koncie „facebookowym” przeczytałem, że w końcu czerwca wydacie Epkę, zarejestrowaną w profesjonalnym studiu. Dlaczego Epka, a nie płyta długogrająca?
Leszek Duszyński: Powstanie naszego zespołu datujemy na 5 kwietnia (2013 roku – przyp. erbe) – wtedy się odbyła pierwsza próba w słynnej Harcówce mogileńskiej koło cmentarza. Po kilku miesiącach mieliśmy już w miarę obszerny repertuar, a dzięki Sławkowi zagraliśmy koncert w Łodzi (grudzień 2013 roku – przyp. erbe). Po tym koncercie zrodził się pomysł, aby własnymi siłami nagrać płytę. Wydawało nam się, że ten proces jest łatwiejszy, liczyliśmy na to, że uda nam się wszystko poprowadzić w takim kierunku, żebyśmy byli zadowoleni. Do materiału zrobionego z Krystianem Wołkiem na pewno wrócimy. To jest młody, naprawdę uzdolniony chłopak – chciałbym w jego wieku mieć taką wiedzę – włożył w to dużo serca, to było 12 utworów. Stwierdziliśmy, że jednak dwunastu nie wydamy. Po dłuższej rozmowie zdecydowaliśmy, że to będzie Epka – 4-5 utworów. Chcieliśmy też zobaczyć jak by wyglądał ten materiał zarejestrowany w profesjonalnym studio. W maju byliśmy w Studio Robak w Łodzi. Teraz jeszcze kosmetyczne sprawy – mastering zrobiliśmy w JG Master Lab. – i myślę, że pod koniec czerwca, być może najpóźniej początek lipca ta płyta ukaże się.
Sławomir Ruciński: Epka dlatego, że dużo czasu poświęciliśmy na nagrania i gdybyśmy mieli teraz nagrać całą płytę to znowu jakieś co najmniej kilka miesięcy musielibyśmy na to poświęcić. Chcieliśmy jak najszybciej wyjść z tym materiałem – wyjść z tym, co chcemy pokazać – i dlatego 5 numerów, a nie 12. Wydaje mi się, że przed wakacjami będzie na pewno ta płyta.

Jakie utwory znajdą się na płytce?
S. R.: Różne. To nie jest zbitka naszych najlepszych utworów, staraliśmy się, żeby były różne, całe spektrum tego, co nas interesuje. Nie zamykamy się w jednym nurcie, jesteśmy otwarci, korzystamy z różnych dróg i inspiracji, i mam nadzieję, że to będzie słychać na tej Epce.
L. D.: To jest taka pigułka kierunków, które chcemy realizować. Wydaje mi się, że nasza muzyka będzie odbierana przez szeroką rzeszę słuchaczy.
S. R.: Jest to muzyka, której my nigdzie nie możemy usłyszeć, a chcielibyśmy, więc ją gramy.

Oto projekt okładki Epki "Edycja Limitowana" (autor: Rafał Joszko). Czy to wersja ostateczna? Przekonamy się już niebawem

Oto projekt okładki Epki „Edycja Limitowana” (autor: Rafał Joszko). Czy to wersja ostateczna? Przekonamy się już niebawem

Autor wspomnianego przeze mnie artykułu w Pałukach i Ziemi Mogileńskiej napisał: W muzyce RiD słyszę te tęsknoty za Joy Division. Słyszę muzykę bydgoskiego Variete czy starej łódzkiej kapeli Brak (s. 3). A między innymi na stronie internetowej vimeo.com o waszej muzyce napisano: Obecnie zespół RiD oscyluje wokół alternatywy rocka i muzyki post punk. Jak wy byście określili to, co gracie?
S. R.:. Muzyka punkowa to są na pewno nasze korzenie.
L. D.: Zimnofalowa też.

Tak naprawdę nie znam waszej twórczości. Na podstawie kilku utworów oraz nagrań z koncertów, do jakich udało mi się dotrzeć w internecie, wyrobiłem sobie takie oto zdanie: na początku graliście bardziej melodyjnie.
S. R.: Są utwory melodyjne, są utwory psychodeliczne, są i utwory typowo punkowe.
L. D.: A nawet znajdziesz utwory takie, przy których ludzie sobie czasami potańczą na koncercie.

O co nie trudno na koncercie kapeli z punkowymi korzeniami (śmiech).
(ogólny śmiech).
L. D.: W tej muzyce jest siła, dlatego że każdy z nas wnosi do utworów coś świeżego, coś nowego, bo każdy słucha różnej muzyki. Ciężko jest mi chwalić te utwory, ale uważam, że są jednymi z lepszych, jakie ostatnio na mogileńskiej scenie czy gdziekolwiek blisko w regionie, można było usłyszeć. Cieszę się bardzo, że ludzie pozytywnie odbierają teksty. Teksty są też dla nas bardzo ważne, przywiązujemy do nich wielką wagę.
S. R.: Co jest ważne – przede wszystkim gramy dla siebie.
L. D.: Słusznie. My nikomu niczego nie chcemy udowadniać.
S. R.: Ja mieszkam w Łodzi, przyjeżdżam na próby raz w miesiącu, czasami dwa, na weekend – zostawiam swoją rodzinę, czas poświęcam. Przyjeżdżam dlatego, że jest fajna zabawa. A jeśli idzie to w kierunku punk rocka – to dobrze, bo to są nasze korzenie. Jeśli gdzieś tam uciekamy to też jest nasza zabawa, to jest to, co w nas tkwi. Nie jest tak, że chcemy grać tylko i wyłącznie dla określonego grona odbiorcy. Przede wszystkim gramy dla siebie. Jeśli ktoś się z tym zgadza, czuje tak samo jak my i chce posłuchać tego, to dobrze, to niech idzie z nami, jeśli nie – to mówimy mu: dziękujemy. I tyle.
L. D.: Muzyka zawsze w nas tkwiła. W pewnym momencie podjęliśmy decyzję, że wspólnie coś chcemy jeszcze zrobić. Ale nie zależy nam na tym, aby być zespołem komercyjnym.

To słychać też w tekstach. Jest jak w punk rocku – prosto i na temat, bez literackiego „nadęcia”. Który z was jest ich autorem?
L. D.: Ja. Cieszę się bardzo, że tak to odbierasz. Też słyszałem pozytywne słowa na ten temat.
Od wielu, wielu lat mam zeszyt. Są w nim teksty – nazwijmy je wierszami – z lat osiemdziesiątych, dziewięćdziesiątych i współczesne też. Mnie interesuje jednostka na tle otaczającej rzeczywistości. To jest dla mnie najważniejsze – skupiam się na jednostce, bo człowiek jest złożoną materią.

RiD – to coś znaczy? Ja odczytuję to jako „Ruciński i Duszyński”.
S. R.: Chodziło nam o samo brzmienie tego słowa. Fajnie brzmi, tak jak na przykład nazwa zespołu D.A.F. .
L. D.: Ja miałem pewne, zrobione na gitarze akustycznej utwory plus teksty. Wysłałem do Sławka próbkę tego. Powiedział, że interesujące, on zrobi gitarę: przyjeżdżaj do Łodzi. To było na początku ubiegłego roku. I tak siedzieliśmy przy piwie i dyskutowaliśmy czy zrobić jakiś zespół. Sławek powiedział, że jak najbardziej, tylko właśnie był problem nazwy – RiD to Sławka pomysł.
S. R.: Ale to był żart na początku – siedzimy sobie przy stole no to jest „Ruciński i Duszyński”.
L. D.: Mimo, że my graliśmy w Ivo Partizan to nie chcieliśmy tej nazwy. Niektórzy pytają, dlaczego nie gramy jako Ivo Partizan, sugerują, że może byłoby nam łatwiej. Ale my chcieliśmy… Może nie odciąć się od tego, bo to za duże słowo, ale to jest nowy projekt, to jest coś zupełnie innego.
Po znalezieniu nazwy pojawiło się pytanie, kto ma zagrać. Nie pomyślałem, że blisko nas mieszka Karol – basista, który tak wymiata. To podpowiedział Darek Ruciński. Szukaliśmy perkusisty – padło na Mariusza, byłego członka Ivo Partizan, mieszkającego obecnie w Trzemesznie. Wszyscy w sumie pochodzimy z Mogilna. Mało tego, kiedyś ta trójka – Sławek, Mariusz i Karol – mieszkała w jednym bloku (śmiech).
S. R.: Już w tym składzie rozmawialiśmy czy zostawiamy tę nazwę. Nie było innego pomysłu i stwierdziliśmy, że nie jest to ważne tak naprawdę, czy się nazywamy DiR, RiP czy RiD.
L. D.: Ja na pewno nie chciałem, żeby to było Ivo Partizan.

Od skojarzeń z Ivo Partizan nie uciekniecie – trzech członków RiD (Karol Walkowski grał w innej mogileńskiej kapeli – Herberga), było w składzie tamtego zespołu. Brakuje tylko Macieja Adamskiego. Dlaczego?
L. D.: Powiem ja, bo najbliżej jestem Macieja Adamskiego. Nie widziałem go w tym projekcie muzycznym. Zastanawialiśmy się nieraz z chłopakami czy czasami, „od święta” nie zaśpiewa z nami jakiegoś utworu. I żeby sprawa była jasna – ja nie jestem żadnym wokalistą. Kiedyś rozmawiałem z Maciejem na temat tego, żeby może zaśpiewał jakiś utwór. Powiedział: Lechu, ja tego nie czuję. Lepiej ty zaśpiewasz to, co ty pisałeś.
S. R.: Co jest istotne – teksty są twoje, ty zacząłeś śpiewać. Jeżeli teksty są Lecha i on zaczął śpiewać to byłoby sztuczne poprosić kogoś innego tylko dlatego, że kiedyś z nami grał.

Nie kusiło was nigdy, żeby utwory Ivo Partizan wydać na płycie?
L. D.: Do tego potrzeba czterech byłych członków Ivo Partizan. Nie wiem, czy wszyscy chcieliby to nagrać.
S. R.: Żeby teraz wejść do studia i nagrać te utwory… To były inne czasy, my to inaczej czuliśmy, żyliśmy w innych realiach, w innym układzie politycznym, gospodarczym, ekonomicznym. Mieliśmy trochę mniej lat niż teraz. Teraz byłoby to sztuczne – wejść do studia, zarejestrować tylko dlatego, żeby ktoś mógł to usłyszeć? Graliśmy wtedy tak, bo tak czuliśmy i wyrażaliśmy  to w naszej w muzyce. A teraz mamy inne realia, byłoby to sztuczne.

Sławomir Ruciński: "przede wszystkim gramy dla siebie" (fot. i obr. erbe)

Sławomir Ruciński: „przede wszystkim gramy dla siebie” (fot. i obr. erbe)

Mi bardziej chodziło o zebranie na płycie nagrań archiwalnych, które gdzieś tam leżą w szufladach.
S. R.: To, co jest w „necie” to wszystko.
L. D.: Mamy jeszcze kilka utworów, lecz ich jakość nie pozwala na ich wydanie. W sumie to, co w internecie to praktycznie wszystko.

Jako RiD zagraliście 2 koncerty – wspomniany w Łodzi i w końcu maja tego roku w Poznaniu. W zacytowanym już artykule Marka Holaka przeczytałem, że w Łodzi było 70 osób, a wy byliście usatysfakcjonowani takim zainteresowaniem publiczności.
L. D.: Informacja, że było 70 osób sprawiła, że na koncert do Poznania przyjechała mocna reprezentacja z Mogilna – około 30 osób.
Jednym z głównych celów powstania grupy RiD – w moim przypadku – było to, aby po iluś tam latach wrócić na scenę i zagrać, poczuć jeszcze raz tę adrenalinę. Rzeczywiście, jak już Sławek mówił – realia się zmieniły. Kiedyś chyba było łatwiej grać koncerty. Dzisiaj zespołów jest mnóstwo, a o tym, kto zagra decydują właściciele klubów. Są właścicielami, mają prawo decydować. Bardzo ciężko się gdzieś załapać, ale między innymi ta Epka ma na celu, aby trochę szerzej otworzyć nam drzwi do tych klubów. Mam nadzieję, że tak będzie. Oczywiście nie możemy przesadzać, bo każdy z nas ma swoją pracę – nie możemy co tydzień grać, z tego nie żyjemy, my się bawimy.
S. R.: Spotkaliśmy się, żeby jeszcze stanąć na scenie, żeby jeszcze zagrać razem. Bo jeśli nie teraz to kiedy? Za 20 lat to już raczej chyba taki pomysł nam nie przyjdzie do głowy.
L. D.: Mimo wieku chce nam się grać razem i dobrze się razem czujemy, nie ma między nami konfliktów.
S. R.: Dużo (śmiech).
L. D.: No może „Sernik” (Mariusz Twarużek – przyp. erbe) czasami bywa konfliktowy (ogólny śmiech).
Ciężko pewne rzeczy pogodzić z koncertami czy z próbami. To wymaga od nas sporej determinacji. Szukaliśmy pomieszczenia, które byłoby tylko dla nas, żebyśmy nie musieli magazynować gdzieś tego naszego sprzętu, który kupiliśmy za własne pieniądze. Początkowo graliśmy w Harcówce, podlegającej pod Mogileński Dom Kultury. Przez przypadek zapytałem kolegę czy ma jakieś wolne pomieszczenie, on mówi, że tutaj ma (w mogileńskiej hali sportowej – przyp. erbe). Wynajmujemy – płacimy 350 zł miesięcznie i jest do naszej dyspozycji, praktycznie możemy w każdej chwili przyjść.
S. R.: Stan naszych kręgosłupów już nie pozwala na to, żeby za dużo nosić (śmiech).

Debiut koncertowy w Łodzi, później Poznań – nie myśleliście, żeby zagrać w Mogilnie?
L. D.: Rozmawiamy głośno na ten temat. Jest coraz większe zainteresowanie, ludzie się pytają. Teraz ukazuje się Epka i chcemy zagrać kilka koncertów – w Sztumie będziemy grać na początku września, prawdopodobnie w tym samym miesiącu zagramy też w Darłowie – dogrywamy pewne sprawy… Możliwe, że jeszcze w wakacje zagramy jakiś koncert. Rozważamy też, żeby wystąpić w Mogilnie, ale może gdzieś późną jesienią.
S. R.: I w przyszłym roku trzydziestolecie Ivo Partizan w Jarocinie (śmiech). To ostatnio jest takie modne.
L. D.: Już 30 lat!?
S. R.: Już 30 lat.

(czerwiec 2014)