Dyskografia mogileńskiego zespołu Malarze i Żołnierze wzbogaciła się o kolejną pozycję – album zatytułowany Pięćdziesiąta. W zestawie 10 utworów, w tym 6 zarejestrowanych z udziałem gości (Czesław Mozil – Po prostu pastelowe, Janek Samołyk – Żółte koszule, Mietall Waluś – Stoję w bramie, Michał Wiraszko – Echa (nie boję się deszczu), Lesław – Na placu Wilsona, Graftmann – Lalczarka), jeden w wykonaniu Kumka Olik (Nowe neony), 2 remiksy autora o pseudonimie Holism (Żółte koszule, Po prostu pastelowe), a także bonus – Sito & Wiciu Później znowu biegam

Więcej na temat tego wydawnictwa w rozmowie z liderem Malarzy i Żołnierzy, Stanisławem Holakiem.

***

W czerwcu ukaże się CD Malarzy i Żołnierzy pod tytułem Pięćdziesiątka. Dlaczego warto sięgnąć po ten album? 
Jeśli ktoś znał wcześniej piosenki Malarzy i Żołnierzy z pewnością będzie ciekawy, jak te piosenki brzmią 25 lat później. Jak brzmią i jak zostały zaśpiewane przez zaproszonych gości. Zróżnicowanie wokalne to na pewno atut płyty i to powinno zainteresować słuchacza, który po raz pierwszy zetknie się z piosenkami Malarzy i Żołnierzy. Płyty wspominkowe z gatunku Tribute to… z reguły są niespójne, przez co nie wracam do takich płyt. Posłucham, odłożę na półkę i zapomnę. Pięćdziesiątka jest o tyle inna, że wszystkie aranże wyszły spod mojej ręki (piosenki nr 1–6; natomiast tracki 7-10 stanowią w pewnym sensie dopełnienie albumu). Całość wymyśliłem sam, w większości sam zagrałem na wszystkich instrumentach. Tak przygotowane aranże przesłałem do zaśpiewania zaproszonym wokalistom. Stąd album brzmi jednorodnie.
Po album powinni sięgnąć wszyscy, którzy interesują się gitarową muzyką. Ale – z drugiej strony – mam świadomość, że powstanie płyty to taka moja „zachcianka”. Nagrałem ją, aby sobie sprawić przyjemność w związku z moimi pięćdziesiątymi urodzinami. I nie wiąże z tym projektem żadnych nadmiernych planów marketingowopijarowych. Po prostu chciałbym, żeby płyta dotarła do wszystkich, którzy chcą jej posłuchać. Także tych, którzy nas pamiętają z lat 80/90-tych.

Stanisław Holak: mając na karku pięćdziesiątkę bardzo się cieszę, że nie muszę się kurczowo trzymać sceny, żeby nie zostać z niej zdmuchnięty przez to całe młode pokolenie, które ma do tego prawo (fot. Mateusz Holak)

Stanisław Holak: „mając na karku pięćdziesiątkę bardzo się cieszę, że nie muszę się kurczowo
trzymać sceny, żeby nie zostać z niej zdmuchnięty przez to całe młode pokolenie,
które ma do tego prawo” (fot. Mateusz Holak)

W nagraniach materiału uczestniczył jeszcze któryś z członków zespołu?
Założenie było takie, że nagrywam wszystko sam. Jestem gitarzystą, ale nie mam problemu z zagraniem prostych partii na instrumentach klawiszowych. Szczególnie teraz, gdy technika daje możliwość poprawiania wszelkich błędów, zagranych na żywo. Problem pojawił się przy piosence Po prostu pastelowe. Wszelkie próby zastąpienia partii saksofonu innym instrumentem nie udawały się. Podjąłem decyzję, że mailuje do naszego saksofonisty Witka Niedziejko. Witek grał z nami w latach 1987–1989. W późniejszych latach graliśmy bardziej gitarowo i z saksofonem i klawiszami nie było nam „po drodze”. Witek mieszka w Berlinie i cały czas jest czynnym muzykiem. Umówiliśmy się na nagrania w naszym domowym studio nagrań pod koniec listopada 2013 roku. Od razu pojawiła się myśl, żeby nagrać saksofon do innych piosenek. Ostatecznie nagraliśmy saksofon do trzech piosenek: Po prostu pastelowe, Żółte koszule i Echa (nie boję się deszczu). Nagraliśmy też jego wokal do piosenki Po prostu pastelowe. W końcu w oryginalnej wersji z 1988 roku to właśnie Witek śpiewał tę piosenkę! Nagrywając jego wokal mieliśmy oczywiście świadomość, że robimy to trochę „ku pamięci”. W końcu na gotowy aranż tej piosenki czekał już Czesław Mozil.

Oprócz Czesława Mozila wśród zaproszonych gości są, między innymi, także Lesław z Komet i Michał Wiraszko z Much. Czy był ktoś, kto odmówił udziału w projekcie? A może jest artysta, którego chciał pan zaprosić do współpracy, ale ostatecznie pomysł nie doczekał się realizacji?
Nie udało mi się dotrzeć do Artura Rojka. Żałuję, bo słuchamy podobnej muzyki i Rojek kilka razy wypowiadał się ciepło w wywiadach o Malarzach i Żołnierzach. Natomiast z Grabażem byliśmy już dogadani na śpiewanie. Niestety! Problemy osobiste Grabaża nie pozwoliły doprowadzić temat do końca. Z kolei Bartosz Chmielewski z Muzyki Końca Lata przeprowadzał się do nowego mieszkania, próbował coś śpiewać, ale – szczerze – chyba nie miał czasu na realizację tego pomysłu. Jest jeszcze Afrojax z Afro Kolektywu. W tym przypadku nie potrafię powiedzieć, dlaczego nie zaśpiewał. Chyba po prostu nie zdążył. Założenie dla śpiewających było takie, że wokale muszą być skończone do 1 lutego 2014 roku. Wyjątkiem jest Lesław, do którego zbyt późno dotarłem. Ale na szczęście zrobił to bardzo sprawnie – wystarczyły mu 2 tygodnie. 

Po prostu pastelowe, Żółte koszule, Stoję w bramie, Echa (nie boję się deszczu), Na Placu Wilsona, Lalczarka – trudny to był wybór?
W swoim repertuarze mieliśmy około czterdziestu autorskich piosenek. Te wybrane musiały być takimi piosenkami, które zaakceptują zaproszeni goście. To był główny klucz. Dalej dobrze by było, żeby tematyka poruszana w tekstach była nadal aktualna. Wybieraliśmy wspólnie z Norbertem Rokitą, nasz byłym managerem. Istotne też było to, czy daną piosenkę da się zaaranżować na nowo, powiedzmy uwspółcześnić. Niektóre aranże chodziły mi po głowie już od dawna, więc optowałem za tymi piosenkami. Przykład: wiedziałem, że chcę zrobić Lalczarkę, więc wystarczyło dobrać odpowiedni wokal. Już w momencie aranżowania układałem tę piosenkę wyobrażając sobie, że śpiewa ją Romek Szczepanek (Graftmann). Natomiast Nowe neony wybrał Mateusz. Miał wizję tej piosenki od A do Z i absolutnie wolną rękę.

Malarze i Żołnierze Pięćdziesiątka. Projekt okładki - Mateusz Holak

Malarze i Żołnierze „Pięćdziesiątka”. Projekt okładki – Mateusz Holak

Nowe neony w wykonaniu Kumka Olik to jedno ze wspomnianych przez pana „dopełnień albumu”. Pozostałe to propozycje wykonawców o pseudonimach Holism oraz Sito & Wicio. Przyznaję, że nie wiem, o kogo chodzi. Proszę też zdradzić, skąd pomysł na te „dopełnienia”?
Holism rmx to mój starszy syn Kuba. Od pewnego czasu robi remiksy i zaproponowałem mu zremiksowanie naszych piosenek, które się do tego najbardziej nadają. Z kolei Nowe neony tak naprawdę nagrał mój młodszy syn Mateusz. W Kumka Olik, gdzie grają razem z Kubą, Mateusz odpowiada za wszystko: sam pisze teksty, sam aranżuje, większość sam nagrywa. Stąd zupełnie naturalnym było zapisanie Kumka Olik jako wykonawcy Nowych neonów. Autorzy płytowego bonusa, funkcjonujący tutaj pod nazwą Sito & Wicio to Paweł Sito (dziennikarz radiowy, telewizyjny) i Witek Urbański (gitarzysta basowy, autor większości naszych tekstów). Witek zmarł tragicznie w 2008 roku. Chcieliśmy – wraz z Norbertem – wspomnieć Witka na tej płycie. Wtedy pomyślałem, że mogłaby to być jakaś rozmowa Witka i Pawła z Rozgłośni Harcerskiej (Paweł Sito pod koniec lat 80-tych prowadził audycje w Rozgłośni Harcerskiej). Miałem kilka takich rozmów nagranych na kaseciaka, więc wiadomo, że w kiepskiej jakości. Wtopiłem ich rozmowę w prosty aranż. I powstał bonus, który zatytułowałem Później znowu biegam.
Dlaczego określam te końcowe utwory na płycie mianem „dopełnienia”? Gdy w połowie 2013 roku w mojej głowie rodził się pomysł, że na pięćdziesiątkę mógłbym na chwilę wrócić do muzyki, to raczej myślałem o nagraniu tylko nowej wersji piosenki Po prostu pastelowe. Potem, gdy Witek nagrywał saksofon także do Żółtych koszul planowałem już zrobienie Epki. Za moment Norbert namawiał mnie do nagrania jeszcze nowej wersji Stoję w bramie. A gdy mieliśmy już kilka piosenek, to pojawiła się myśl o wydaniu tego na regularnej płycie. Była już „na wyciągnięcie ręki”, ale czasu było coraz mniej. Praktycznie pracowałem nad tą płytą od września 2013 roku do połowy lutego 2014 roku. Nie chciałem spędzić całej zimy przy nagrywaniu, brakowało już trochę koncepcji. I tutaj z pomocą przyszli Mateusz i Kuba. Oni dopełnili zawartość płyty, a ja mogłem się skupić się na innych rzeczach, związanych na przykład z nagrywaniem wokali.

Płyta kompaktowa w czerwcu, a wersja albumu w postaci plików jest już dostępna w Internecie. Tam też można posłuchać Po prostu pastelowe z Czesławem Mozilem. Wyszło pięknie. Zgodzi się pan z opinią, że tego utworu nie jest w stanie zepsuć chyba nawet opracowanie w gatunku disco polo?
Są tacy, którzy znają Pastelowe z wersji Grabaża i jego zespołu Strachy Na Lachy. Wiedzą, że ktoś to wcześniej śpiewał, ale kto, kiedy, jak… . Kiedyś zarapował tę piosenkę Borixon. Myślę, że za jakiś czas ktoś ją znowu odkryje i zrobi na swój pomysł. No i dobrze. Pewnym odejściem od stylu jest też remiks Kuby. Moim zdaniem interesujący.
Jeśli chodzi z kolei o to, gdzie album będzie dostępny cyfrowo to na Spotify, I-Tunes, Bandcampie. Pewnie jeszcze w innych miejscach, ale nie kupuję w ten sposób muzyki i nie znam się na tym. Zajmuje się tym nasz wydawca – Thin Man Records.

Pastelowe co kilka lat powracają na różnych składankach – ostatnio na płycie 25 x Wolność. 1989-2014.
Grabaż w książce Gościu. Auto-Bio-Grabaż (autorzy: Krzysztof Grabaż Grabowski, Krzysztof Gajda, wydawca: In Rock, Poznań 2010, s. 127) powiedział między innymi, że dla Polskich Nagrań zarejestrowaliście płytę, która się nie ukazała. W 1987 roku nagrywacie 5 utworów dla Programu Czwartego Polskiego Radia, w 1991 roku sami wydajecie album Jedynka, a 7 lat później ukazuje się kaseta Po Prostu Pastelowe z materiałem nagranym dla radiowej Czwórki. Ponadto po Jedynce zarejestrowaliście materiał na kolejną płytę, która nie ujrzała światła dziennego. Dlaczego efekt sesji z 1987 roku nie ukazał się zaraz po nagraniu?
W grudniu 1987 roku nagraliśmy 5 piosenek w Studio Radiowym przy Myśliwieckiej. To była propozycja od Rozgłośni Harcerskiej, która nas odkryła i bardzo nam pomagała. Na tej sesji trafiliśmy na realizatora Leszka Kamińskiego, z którym się zaprzyjaźniliśmy. Od Leszka dowiedzieliśmy się, że na Woronicza w połowie 1988 roku będzie oddawane do użytku nowe studio S4. I że moglibyśmy tam przetestować to studio. Tak też się stało – odbyliśmy tam dwutygodniową sesję, w trakcie której zarejestrowaliśmy materiał na debiutancką płytę. Norbert prowadził rozmowy w kwestii wydania tej płyty z Polskimi Nagraniami. Wszystko niby było dograne, czekaliśmy w kolejce na wydanie swojego winyla. Nastał rok 1989. Firma moloch – jakim były Polskie Nagrania – zatrzęsła się „systemowo” w posadach. Zmiany ustrojowe końca lat 80-tych spowodowały, że materiał nie ukazał się wtedy. Gdy w 1991 roku nagraliśmy materiał na kolejną płytę Norbert chciał mieć to pod kontrolą. Założył wydawnictwo Love Production. W 2 miesiące po nagraniu mieliśmy na CD pierwszą naszą płytę – Jedynka. Podobny ruch wykonali inni wykonawcy – także ci z topu: Maanam z wydawnictwem Kamiling Co, Dżem z Astą, Obywatel G.C. Z MMPP. Tak naprawdę wszyscy cieszyliśmy się, że możemy mieć to wszystko pod kontrolą. Dzisiaj – z perspektywy tych dwudziestu lat, które minęły – wygląda to jak zabawa skautowska. Materiał na trzecią płytę próbowaliśmy sprzedać. To się – jak zwykle wszystko wtedy - przeciągało i finalnie się nie udało. Za moment zespół przestał istnieć. Ot i cała historia niewydanych płyt.

"Jarocin 2009" - połączone siły zespołów Malarze i Żołnierze oraz Kumka Olik (fot. erbe)

„Jarocin 2009″ – połączone siły zespołów Malarze i Żołnierze oraz Kumka Olik (fot. erbe)

Czyli sesja dla radiowej Czwórki to jedno, a nagrania dla Polskich Nagrań – to drugie. Jest szansa, że doczekamy się reedycji Jedynki albo kasety Po Prostu Pastelowe na CD? 
Na razie nie ma na to zapotrzebowania. Jeśli sytuacja zmieni się – dlaczego nie!

A koncertów, choćby w takiej wersji jak w 2009 roku na Festiwalu w Jarocinie, gdzie połączone siły zespołów Malarze i Żołnierze oraz Kumka Olik wykonały kilka utworów z waszego repertuaru?
Musiałoby być na to jakieś zapotrzebowanie. Malarze i Żołnierze to nie jest zespół, na którego powrót czekają tłumy, na którego powrót się czeka. Owszem w pewnych środowiskach jesteśmy traktowani jako prekursorzy gitarowego grania – z nierockowym traktowaniem gitar, z niekonwencjonalnym aranżowaniem piosenek. Na marginesie – mając na karku pięćdziesiątkę bardzo się cieszę, że nie muszę się kurczowo trzymać sceny, żeby nie zostać z niej zdmuchnięty przez to całe młode pokolenie, które ma do tego prawo. W końcu rock’n’roll to muzyka młodych dla młodych.

Czyli do śmierci będziemy młodzi :-) .

(maj 2014)