Dlaczego rozmawiam z muzykami ze Strzelna? Odpowiedź tutaj.

***

Pamiętam, że widziałem cię na scenie w Kinie, grałeś na gitarze. Dlaczego właśnie ten instrument?
To już w szkole podstawowej kręciliśmy taką wiarę, paru nas grało – ja, Cieszyński, on teraz mieszka w Inowrocławiu, Sobczak Askaniusz, Kubiak Arek na perkusji, Krzychu Sendłak śpiewał.

Zapamiętałem gitarę, ale nie potrafię sobie przypomnieć nazwy grupy ani tego, z kim grałeś.
The Cage. W podstawowym składzie byłem ja na gitarze, Cieszyński Tomek na basie, Sobczak Askaniusz na gitarze, Krzysztof Sendłak na wokalu i Kubiak Arek na perkusji. Później, jak pojechaliśmy do Skulska, to doszedł Emil Chojnacki – grał na klawiszach, i Emil Anulewicz na saksofonie. Dołączył też „Fazi”, przy Gimnazjalnej (jedna z ulic w Strzelnie – przyp. erbe) mieszkał, chyba już go nie ma w Strzelnie – on grał w Orkiestrze Straży Pożarnej, chyba na puzonie.

Przypomnij, co się wydarzyło w Skulsku.
W Skulsku co roku jest impreza na plaży – nie wiem czy jeszcze jest, ale wtedy to był taki przegląd zespołów, w którym można było wygrać kasę lub jakieś tam instrumenty. My się wtedy załapaliśmy i zajęliśmy pierwsze miejsce. To było w roku ’97, ’98? Nie później niż w ’00. Wygraliśmy kasę, chyba 500 złotych. Wtedy występował tam zespół Roan – graliśmy przed nimi, oni później kończyli koncert.

Pamiętasz inne wasze koncerty?
Co roku w Skulsku – zawsze się załapaliśmy. W Mogilnie występowaliśmy, to były chyba Dni Mogilna czy coś takiego. W Kinie były koncerty, graliśmy na Wielkich Orkiestrach Świątecznej Pomocy. Nie wiem, czy w parku (w Amfiteatrze – przyp. erbe) nie graliśmy, jak jeszcze była tam scena – chyba też.

Któregoś roku w Kinie wystąpiła grupa uczniów z ówczesnej Szkoły Podstawowej nr 2 w Strzelnie, dzisiaj im. A. A. Michelsona. Pod kierunkiem polonistki, Ewy Dopierały, przy wykorzystaniu muzyki znanych zespołów, między innymi Oddziału Zamkniętego, zaprezentowali coś, co można nazwać przedstawieniem muzycznym. W pewnym momencie na scenie pojawił się rekwizyt symbolizujący klatkę czy coś takiego. Ten projekt nazywał się The Cage. Brałeś w tym udział?
To mi coś mówi… Było coś takiego, ale już nie pamiętam. Powiem ci, że nasz pierwszy koncert zagraliśmy na V Finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Teraz już mamy XXI, czyli 16 lat temu – trochę czasu już minęło.

W taki razie powiedz, jak doszło do założenia waszego The Cage?
My chodziliśmy do Kina na koncerty i ktoś pomysł rzucił, żeby coś skręcić. Pamiętam, gitary dostaliśmy od Piotra Lewandowskiego z Domu Kultury – on się nami opiekował. Później jeszcze poszliśmy się pouczyć do Iwińskiego Leszka, który wtedy też dawał lekcje gry na gitarach, no i tak się jakoś skręciło, zaczęliśmy kombinować. Pierwszy koncert zagraliśmy na V Finale Wielkiej Orkiestry i później tak się rozwinęło…

Do którego roku graliście?
Po podstawówce jeszcze graliśmy… Około sześciu-siedmiu lat graliśmy.

Zaszufladkuj waszą muzykę.
To było takie więcej punk rockowe.

Pisaliście własne utwory?
Też sami pisaliśmy. Wokalista pisał teksty, a my razem muzykę.

Pamiętasz jakieś tytuły?
Nie powiem ci, bo to było tak dawno (śmiech).

 


Daniel Iwiński: „Nie wiem, czy w parku nie graliśmy, jak jeszcze była tam scena”. Gdy w
styczniu tego roku zobaczyłem, że zostały usunięte płyty z dachu i wewnętrzne ściany,
ucieszyłem się, że budynek zostanie rozebrany – tak się jednak nie stało
Amfiteatr - połowa września 2013 roku (fot. erbe)

Covery graliście?
Co graliśmy z coverów? Dżemu graliśmy, to było więcej takie bluesowe, reggae Boba Marleya, trochę Iry, KSU…

Próby mieliście w Kinie?
W  domu też mieliśmy, ale później jak nam Piotr Lewandowski załatwił to już tylko w Kinie. Piotr zawsze Kino otwierał i zamykał. Zespoły miały wyznaczone godziny i praktycznie nikt tam nie wchodził, żeby przeszkadzać – jedna grupa kończyła, druga wchodziła. Drewniane drzwi wejściowe były, można było posłuchać jak kto gra. Pamiętam, stało się pod drzwiami i było słychać (śmiech). No i się nieraz na schodach długo czekało (schody prowadzące do bocznych wejść do Kina, bezpośrednio do dawnej sali kinowej – przyp. erbe) na Piotra Lewandowskiego, się umawiało i się czekało za nim po dwie, po trzy godziny (śmiech) – nieraz zapomniał, nieraz nie miał czasu (śmiech).

Wśród ludzi krąży opowieść o tym, jak to w czasie jednej z prób w Kinie pojawiła się zjawa. Czy to może było w czasie, kiedy wy ćwiczyliście?
To my akurat byliśmy. Takie chodziły pogłoski, że tam coś chodziło po górze, ale człowiek był młody…

Podobno daliście drapaka.
Było coś takiego, się pokazało na górze, w tych małych okienkach, tam gdzie były wyświetlane filmy – ktoś stał, normalnie cała postać. Później się dziwiliśmy, że Piotr Lewandowski czasami tam sam siedział. Nawet nieraz jak się wchodziło do Kina i się zamykało – jeszcze nie było próby tylko się podłączaliśmy, to też były różne hałasy gdzieś tam, ale czy to były ptaki czy coś to ci nie powiem (śmiech). Nieraz się zapuszczaliśmy do góry, już byliśmy na schodach (nieistniejące już wejście do pomieszczenia z urządzeniami do wyświetlania filmów – przyp. erbe), ale żaden nie miał odwagi, żeby tam wejść. Wiesz, człowiek był młody…

Nie tylko wy w Kinie mieliście przygody z duchami. Pamiętam, że jeden z pracowników, którzy ileś lat temu dostosowywali ten budynek pod potrzeby gimnazjum też przeżył coś podobnego. Zmieniamy temat. Czy oprócz wspomnianego sukcesu w Skulsku zdobyliście jakieś inne nagrody lub wyróżnienia?
Nie, później nie graliśmy, żeby coś wygrać, tylko po prostu jeździliśmy, żeby sobie zagrać.

A koncerty w Strzelnie jak zapamiętałeś?
Było całkiem inaczej niż teraz. Fajnie było – było gdzie iść, było co robić, bo praktycznie po szkole zaraz się leciało do Kina, się te koncerty grało czy tam się ćwiczyło. Na Rynku się siedziało na ławce, nieraz z pudłem (śmiech), czy na „Jordanku” (nieistniejący już plac zabaw przy strzeleńskim stadionie, dawniej – do lat osiemdziesiątych XX wieku? – dodatkowo z dwoma odkrytymi basenami – przyp. erbe)… Powiem ci, że ja się dziwię, że nikt się tym już nie zajmuje, że teraz coś takiego nie jest robione, bo mi się wydaje, że powinno być. Teraz jeszcze Barczak ma tę swoją kapelkę (Lux Vera – przyp. erbe). Wielki podziw, że ciągnie coś takiego, bo tu nie ma chyba żadnej kapeli – ostatnio czytałem w Internecie, że jakaś kapela się kręciła, z Liceum jakieś chłopaki (Not All Done – przyp. erbe)…

Oni już chyba szkoły w Strzelnie pokończyli. Na pewno nie ma tu już tak prężnej sceny muzycznej – jak sądzisz, dlaczego?
Mi się wydaje, że nie ma kto się tym zajmować. Może też nie ma takiego zainteresowania – teraz już komputery są, te wszystkie sprzęty… Chociaż, na przykład, w domu mam gitarę – nie miałem jakiś czas, ale tak zawsze za mną „chodziła” i kupiłem sobie – jeden i drugi syn „brzdąkają”.

Wróćmy do koncertów – byłeś tam zarówno jako widz, jak i muzyk…
Jako widz pamiętam zespół Roan, bo był u nas, na Wielkiej Orkiestrze to było. W tamtych latach to była gwiazda. Co jeszcze? Powiem ci, że mało, bo to wszystko przeminęło z latami i za dużo nie pamiętam.

Zdarzyło ci się w pogo wkręcić?
O, ile razy… (śmiech) Fajne uczucie. Na Woodstocku parę razy też byłem w tamtych latach, właśnie z kumplami z zespołu. Sam dojazd na Woodstock, ten pociąg, to wszystko… Fajnie wspominam. Chciałem jechać w tamtym roku, ale nie wypaliło. Raz byłem w „Jarocinie”, jeszcze za tamtych lat. Wiem, że byłem na ostatnim, później już festiwalu nie było. Nie spodziewałem się tego, co tam zobaczyłem, wcześniej nie byłem na takich dużych koncertach – jak się tam pojechało to szok! Parę zadym było, ale było fajnie. Wtedy zniknąłem na 4 dni, w domu nikomu nie powiedziałem (śmiech).

Ostatni z tamtych „Jarocinów” odbył się w 1994 roku. Ile wtedy miałeś lat?
15.

To rzeczywiście mogli się o ciebie martwić (śmiech). Z kim byłeś?
Z wiarą, z którą graliśmy później. Na Woodstock się wybieraliśmy, żeby zagrać, ale się nie dostaliśmy, bo w Kinie był problem z nagraniem covera – żeby się załapać trzeba było wysłać płytę. Pamiętam, Piotr Lewandowski nam tłumaczył, że nie ma sprzętu, żeby to nagrać. Powiem ci, że może by inaczej te sprawy się potoczyły, jakby się załapał człowiek, ktoś by tam gdzieś cię ujrzał…

W Jarocinie spaliście na polu namiotowym?
Spaliśmy gdzie się dało (śmiech). Pojechaliśmy praktycznie bez niczego.

(śmiech) Jeszcze raz wróćmy do koncertów w Strzelnie – jak byliście odbierani jako The Cage?
Tam było dużo ludzi znajomych. Fajnie było, ludzie się bawili.

Nie rzucali w was niczym?
Nie.

A na „Jarocinie” wy w nikogo nie rzucaliście (śmiech)?
Nie pamiętam (śmiech).

Grałeś tylko w The Cage?
Tylko w tym zespole.

Masz jakieś pamiątki związane z twoim graniem?
2-3 zdjęcia są.

Plakaty, ulotki?
Nie. W czasie przeprowadzki wszystko się zapodziało. Wiem na pewno, że zdjęcia były, bo po każdym koncercie w Domu Kultury były wystawy, w oknie były zdjęcia (w oknie Miejskiej Biblioteki Publicznej, która wówczas była częścią Domu Kultury – przyp. erbe). Pamiętam, że jak po koncercie szliśmy, to były, i Piotr Lewandowski mówił, że już są wystawione. Ale kto je robił to ci nie powiem. Trzeba by było z Piotrem zagadać, bo praktycznie on to wszystko nakręcał – przeczuwam, że gdyby nie on, to by tu nie było kapel. No i Barczak – on też nam nieraz Kino otwierał, a jak tam był remont to nawet nam udostępniał pomieszczenia w Straży Pożarnej, żebyśmy mogli postukać, popukać.

(lipiec 2013)