W czerwcu br. dyskografia zespołu SBB wzbogaciła się o kolejny album z materiałem archiwalnym, prezentującym zespół w pierwszym okresie działalności kiedy to za perkusją zasiadał Jerzy Piotrowski. Tym razem jest to zapis występu na festiwalu we Wrocławiu - Live Jazz Nad Odrą 1975 (wydawca – GAD Records). W związku z tym, że ciągu ostatnich kilkunastu lat zostaliśmy wręcz zasypani wydawnictwami, prezentującymi bogate archiwa SBB, w pewnym momencie postanowiłem nie sięgać już po kolejne tego typu albumy zespołu – po prostu aktywność wydawnicza firm fonograficznych przerosła moje moce przerobowe. W przypadku Live… zrobiłem jednak wyjątek. Dlaczego? Dlatego, że bardzo lubię gitarowo-perkusyjno-basowe improwizacje Anthimosa, Piotrowskiego i Skrzeka, a wiadomo, że ten okres w historii grupy bardzo szybko się skończył, właściwie wraz z debiutanckim SBB (1974) – druga płyta, zatytułowana Nowy Horyzont (1975), to już krok w kierunku dominacji syntezatorów Józefa Skrzeka. Zamieszczony na płycie Live… koncert został zarejestrowany w marcu 1975 r., czyli na kilka miesięcy przed wydaniem Nowego Horyzontu. W tym czasie Skrzek miał do dyspozycji tylko jeden, charakterystycznie buczący syntezator, w związku z czym Live… jest kolejnym dowodem na to, że był czas, kiedy w SBB panowało muzyczne równouprawnienie. I dlatego tę płytę kupiłem.

W dołączonej do CD książeczce Michał Wilczyński napisał m.in.SBB zdobyło polską widownię w 1974 roku rozbudowanymi, swobodnymi formami opartymi na ognistych improwizacjach gitary i basu. Dwa lata później Józef Skrzek stał się posiadaczem syntezatora Minimoog, który – wraz z kolejnymi, regularnie kupowanymi klawiaturami – decydował o brzmieniu zespołu. Coraz chętniej muzycy rezygnowali z formalnej swobody na rzecz bogatych aranżacji i ściśle planowanych kompozycji. Rok 1975 wydaje się czasem idealnej harmonii pomiędzy tymi dwoma odmiennymi światami, momentem, w którym muzyka SBB nie straciła przesterowanego, sfuzzowanego pazura, ale odważnie już dryfowała w stronę klasycznie pojętego rocka progresywnego. Właśnie taka  jest muzyka z Live… Na płycie jest i charakterystyczne, znane z debiutanckiego krążka „galopujące” SBB (FosSzalony GrześKu pamięci), jest też fragment jakby żywcem wyciągnięty z tamtego koncertu - czy kilkuminutowy Bass to fragment nieznanej mi wersji utworu Wicher w polu dmie (znanego także jako Obraz po bitwie;-) )? We Wrocławiu nie zabrakło również innych popisów solowych – początkowy fragment utworu Piano (jak w utworze Bass – Skrzek w roli głównej) przypomniał mi, że na półce z płytami mam debiut grupy Emerson, Lake and Palmer, a dalsza część, dzięki fortepianowym nawiązaniom do muzyki rodem z westernowego saloonu i rock’n'rolla przywołała wesoły nastrój Figo-fagoZapowiedzią dryfowania w stronę klasycznie pojętego rocka progresywnego są natomiast kompozycje Pamięć w kamień wrasta i Z których krwi krew moja. Wersje studyjne utworów ukazały się na albumie Pamięć (1976 r.), a te z Live… dobrze obrazują owo dryfowanie, przechodzenie od zadziornego, gitarowo-perkusyjno-basowego równouprawnienia do mocy syntezatorów.