Kto się interesuje muzyką rockową i w latach dziewięćdziesiątych XX wieku chodził na koncerty organizowane przez strzeleński Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury i Rekreacji, zgodzi się ze mną, że ostatnia dekada minionego stulecia to „złota era rocka w Strzelnie”. Ten wątek pojawił się już w artykule Strzelno – dwie muzyczne dekady, cz. 1, jednak od początku zdawałem sobie sprawę z tego, że to nie jest wyczerpujące opracowanie – ja coś tam pamiętałem, w MGOKiR zachowało się tylko trochę materiałów źródłowych, ktoś udostępnił plakat. A że temat interesujący, więc zastanawiałem się jak go ponownie „ugryźć”. Pomysł, jakże prosty, przyszedł wraz z książką Grunt to bunt – trzeba zrobić to samo, czyli po prostu porozmawiać z ludźmi:-)

Projekt „Złota era rocka w Strzelnie” zacząłem realizować w maju br. (miesiąc i rok w nawiasach). Efekt w kolejnych wpisach – Rozmowa pierwsza, druga, trzecia, czwarta… Jeżeli ktoś lub coś nie ostudzi zapału i wystarczy czasu – w tym miejscu podziękowania dla Marii Nowak, która zawsze chętnie służy pomocą, i jeżeli wszyscy, z którymi jeszcze zamierzam porozmawiać, będą tym zainteresowani, to myślę, że rozmów będzie kilkanaście.

Uwaga: Liceum to strzeleński „Ogólniak” przy ul. Gimnazjalnej (dzisiaj część Zespołu Szkół Licealnych), Kino to budynek byłego Kina „Kujawianka” przy ul. Gimnazjalnej (dzisiaj siedziba MGOKiR), Dom Kultury to MGOKiR w Strzelnie oraz określenie miejsca koncertów (stosowane zamiennie z Kinem), a Amfiteatr – scena w Parku 750-lecia (dzisiaj już tylko do rozbiórki).

***

Lubisz bluesa?
Od urodzenia praktycznie znałem muzykę lat siedemdziesiątych, bo tego mój brat (Krzysztof Łuczak – przyp. erbe) słuchał. Dla mnie było normalne, że coś takiego w domu leci – The Beatles przede wszystkim, Led Zeppelin, Deep Purple, The Police, tego typu zespoły. A mój numer jeden to Dire Straits i Mark Knopfler – to początki mojej fascynacji muzyką. Pierwszą kasetę magnetofonową, jaką kupiłem to było właśnie Dire Straits.

Wczoraj byłeś na koncercie Knopflera w Łodzi.
To już drugi raz. Pierwszy w 2010 roku we Wrocławiu. Wczorajszy koncert (rozmawialiśmy 9 maja 2013 roku – przyp. erbe) – rewelacja. Dużo lepszy niż ten sprzed trzech lat – miejsce miałem super, bo wtedy pod koniec sali siedziałem, a teraz w trzynastym rzędzie od sceny, zespół był w formie i sam Mark też reprezentował naprawdę świetną formę wokalną i gitarową przede wszystkim.

Spytałem o bluesa, ponieważ w Gazecie Pomorskiej z 30 czerwca 1994 roku znalazłem artykuł o grupach ze Strzelna – Do Widzenia i Blues Band. Jesteś wymieniony jako członek Blues Bandu.
Zespół powstał wcześniej, ja jeszcze byłem w Liceum. Jak w ‘91 roku maturę zdawałem, to już wtedy pierwsze próby się odbywały, właśnie w Liceum, w takim kantorku, gdzie mieliśmy możliwość pogrania. To chyba wtedy powstał Blues Band, jeszcze z Leszkiem Iwińskim na basie. W zespole był też Piotr Lewandowski, mój brat i ja. Lechu chyba z rok pograł – coś mu się nie widziało po prostu, gatunek muzyki może czy coś tam, a jego miejsce przejął Bodziu Ornatek.

Ty grałeś na perkusji.
Tak, od początku grałem tylko i wyłącznie na perkusji. Przecież po Liceum poszedłem do szkoły muzycznej na perkusję.

Na gitarach grali Piotrek Lewandowski i twój brat. A wokal?
Mój brat. Piotrek sporadycznie w refrenach jakieś chórki.

W tym samym artykule jest informacja, że zespół zdobył wiele nagród i wyróżnień oraz że planuje zagrać na festiwalu Rawa Blues.
Z perspektywy czasu patrząc to był taki trochę ambicjonalny rozgłos (śmiech). Aż takiego poziomu nie reprezentowaliśmy, chociaż nie wiem, czy jakieś nagrania, takie demo, na coś tam nie były wysłane. Kiedyś się zebraliśmy i w Kinie zrobiliśmy taką niby sesję nagraniową, 5-6 utworów przez mikserek, lepsza jakość dźwięku – Irek Jackowski reżyserem dźwięku był (śmiech). Mam gdzieś tę kasetę. Ale czy na Rawę? Na pewno nie i na pewno nigdzie się nie dostaliśmy. Pamiętam, że potem oni pojechali na jakiś festiwal bluesowy czy coroczne spotkania bluesowe do Skierniewic. Nie wiem, kiedy to było, pojechali już z innym perkusistą, Maciejem Wróblewskim. Wszystko jest na video, bo nakręcili.

Dlaczego ciebie tam nie było?
Nie wiem. Może zespół się już rozpadł, a potem specjalnie na te Skierniewice się zebrali. Coś takiego było. Pamiętam, że w składzie był ktoś z Mogilna. Krystkowiak? Nie Krystkowiak tylko Krąkowski, nie pamiętam jak on ma na imię, gitarzysta, grał w Malarzach i Żołnierzach.

Nie braliście udziału w żadnych przeglądach czy konkursach?
Były organizowane lokalne przeglądy, jeszcze istniał Amfiteatr – przecież graliśmy w Amfiteatrze w ostatnich latach jego świetności. Tam był przegląd zespołów muzycznych – 3-4 zespoły, śp. Zbyszek Nosek zapowiadał. To na pewno jest zarejestrowane na kasecie video. Nie było jakiejś dużej konkurencji, wygraliśmy pierwszą nagrodę – kamerę pogłosową (śmiech). Jeszcze Marcin Kwiatkowski z nami wtedy grał na klawiszach. W ogóle przez moment śpiewała z nami Paulina Janik, bo pierwotna wersja była taka, że w zespole miała być wokalistka. Ona nigdy nigdzie nie wystąpiła, śpiewała tylko na próbach. Gdzieś mam jeszcze kasety magnetofonowe z nagraniami. Potem wspomniany Marcin Kwiatkowski na klawiszach grał, a później skład uległ zmianie tak, że zostaliśmy w czwórkę, dwie gitary, bas i perkusja – ja, Bodziu, Krzychu i Piotr. Pamiętam, że przez moment gościnnie śpiewał z nami Czarek Zellek. Byli tacy jak gdyby płynni członkowie, członkowie to może przesada, ludzie, którzy wystąpili gościnnie na jednym koncercie – tak to mniej więcej wyglądało, i w Blues Bandzie, i w Do Widzenia.

Do Widzenia to kolejny zespół, w którym grałeś na perkusji.
To był skład pięcioosobowy – Piotrek Lewandowski, Lechu Iwiński, ja, Jacek Jackowski i Piotr Barczak. Czasami gościnnie na jakimś koncercie zagrał Krąkowski.

Jednocześnie grałeś w Blues Bandzie i w Do Widzenia?
Tak, to był moment, że istniały te 2 zespoły.

Do Widzenia rozwiązało się wcześniej niż Blues Band. Pożegnalny koncert…
Był w Kinie. Dat konkretnych trzeba poszukać w jakiejś kronice.

Z Blues Bandem graliście własne utwory?
Swoich utworów nie mieliśmy, zawsze jakieś covery tak zwane. Krzychu szykował repertuar. Graliśmy klasykę bluesową, choć na początku niekoniecznie samą bluesową, na przykład Claptona, który ma też takie bardziej popowe utworki. Zupełnie inny repertuar miało Do Widzenia. Większość to były kompozycje pisane przez muzyków – teksty Piotr Barczak, muzyka – to też głównie on i Leszek Iwiński. Ja najmniejszy wkład miałem. Też fajnie się tam grało – takie coś bardziej funkowe, trochę folkowe, punkowe, różne style były pomieszane. W Blues Bandzie był typowo blues, który niekoniecznie się w Strzelnie przyjmował, bo fanów takiego grania nie było aż tak wielu, garstka dosłownie. Do Widzenia bardziej trafiało do szerszej publiczności.

Kilka razy wspomniałeś śp. Bogdana Ornatka. Basista, który wyglądem przypominał Johna Lennona. Jak ty go zapamiętałeś?
Tak jest – taki kapelusik, okularki okrągłe, zarost. On był klasykiem rocka, lata siedemdziesiąte, wychowany na tej muzyce. Deep Purple, Led Zeppelin – to były jego zespoły. Dobrze się z nim współpracowało, tylko że on miał takie sztywne ramy, że był w swoim gatunku muzycznym, a już takie Do Widzenia mu nie bardzo odpowiadało – nie przepadał za bardziej nowoczesnymi stylami. To był bardzo dobry, sympatyczny człowiek, napalony na tę grę. Zawsze chętny na próbę, pilnował, żeby nikt nie opuszczał i nie migał się od tego.

Próby mieliście w Domu Kultury?
Kino praktycznie było oblegane. Czasami dochodziło do tego, że co drugi dzień jakieś próby były – a to z Do Widzenia, a to z Blues Bandem, a to sami się spotykaliśmy, na przykład perkusja i bas, żeby sobie coś tam wyćwiczyć. Naprawdę byliśmy napaleni, staraliśmy się profesjonalnie podchodzić do sprawy.

 


Część budynku dawnego Kina „Kujawianka” z salą kinową – w latach dziewięćdziesiątych
bardziej już koncertową (fot. erbe)

A co ze sprzętem?
Jak na nasze warunki – wystarczał. Perkusję miałem swoją prywatną, bo Dom Kultury nie posiadał. Później wszystkie koncerty, wszystko było grane na mojej perkusji – taki charakterystyczny, zielony zestaw. A reszta? Wiadomo, gitary i instrumenty wszyscy posiadali swoje, a nagłośnienie było w miarę. Za pani Przychockiej (Ilona Przychocka, szefowa MGOKiR w Strzenie – przyp. erbe) Dom Kultury trochę się wzbogacił o sprzęt. Pamiętam, że to nagłośnienie, to kiedyś nawet do Inowrocławia wypożyczyli na jakiś koncert.

Jak wspominasz strzeleńskie koncerty? Siedziałeś za tą perkusją…
Długie włosy miałem (śmiech). Był moment, że Strzelno słynęło z tych koncertów. To za czasów pani Przychockiej Kino, Dom Kultury zaczął tak funkcjonować. To były tak zwane maratony koncertowe, czasami trwały wręcz do północy. Odbywały się cykliczne – nie wiem czy raz w miesiącu czy częściej. Zjeżdżały się różne zespoły z okolicznych miasteczek, my wśród nich również występowaliśmy. Pamiętam, w grudniu dzień walki z AIDS, potem Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy już chyba weszła. Ludzi sporo przychodziło. W Liceum też graliśmy – pamiętam występ w sali gimnastycznej, to też mam nakręcone na video. Jakieś dożynki czy powitanie lata, tego typu cykliczne imprezy. Na Rynku był koncert pożegnalny Blues Bandu, to też jest zarejestrowane – mam całą kasetę, jeszcze od Bodzia Ornatka, bo on prowadził taką jakby dokumentację video. Odbiór był naprawdę pozytywny. Były przypadki, że z Blues Bandem 2 koncerty dziennie graliśmy – w Strzelnie, a później pędem jechaliśmy do Pakości czy do Janikowa, bo tam już był kolejny koncert do zagrania. Jeździliśmy na takie lokalne występy – Janikowo, Pakość, Mogilno, Kruszwica, Przyjezierze. Trzemeszno było takim miastem, gdzie często graliśmy, bo Domy Kultury jakoś tam ze sobą współpracowały. Czasem jako taka gwiazda występowaliśmy, w sensie, że przed nami inne zespoły. Z Do Widzenia byliśmy kiedyś w Koronowie, w Bydgoszczy.

W Koronowie graliście z Air Force One?
Tak. Mam fotki z tego koncertu. To było jakoś załatwione przez Jacka Jackowskiego. On w Bydgoszczy studiował, na uczelni miał kontakty z kimś z zespołu czy z całym zespołem i tak do tego doszło, że była możliwość wystąpienia przed nimi. Taki fajniejszy koncert – lepiej to zabrzmiało, bo na ich sprzęcie, nagłośnieniu. Ja grałem na perkusji perkusisty tego zespołu – to już w ogóle był odlot. Nam się podobało, chociaż to też był taki koncercik, w jakimś kinie czy tego typu sali, nie jakiś tam plener – takich rzeczy to praktycznie wcale się wtedy nie grało.

Pamiętasz koncerty innych strzeleńskich zespołów?
Na pewno to były inne gatunki muzyczne – nie bluesowe, bardziej takie punkowe czy rockowe. Rysiu Nowak wtedy działał na tym rynku i Arek Kubiak już zaczynał na perkusji. Przyjęcie było dobre. Wtedy się wszystko przyjmowało, nie było tak, że jedni są wygwizdani, a drudzy jako gwiazda – ludzie przy każdej muzyce się bawili.

 

Jacek-Luczak2
W tym roku budynek dawnego Kina, a obecnie siedzibę MGOKiR odnowiono… 

 

Jacek-Łuczak3
…i dobrze, że tak się stało – na zdjęciu stan z lipca 2008 roku (fot. erbe)

Udzielałeś się w innych formacjach?
W Liceum, chyba w drugiej klasie – ’89, może ’90 rok, z chłopakami z klasy i jeszcze z jednym kolegą z klasy równoległej czy młodszej, założyliśmy zespół szkolny. W składzie byli bracia Szczepaniakowie – Robert na gitarze i Wojtek na klawiszach, ja na perkusji, Janusz Podhorodecki na basie i Cezary Zellek na wokalu. To był pierwszy zespół. Nazwy nie pamiętam, bez nazwy byliśmy, po prostu jako zespół reprezentujący Liceum Ogólnokształcące w Strzelnie. Na przeglądzie w Mogilnie odnieśliśmy sukces – pierwsze miejsce zajęliśmy. Dyrektor Zbytniewski był bardzo dumny, kupił sprzęt do Liceum, między innymi perkusję. Dalszy etap był w Pałacu Młodzieży w Bydgoszczy –  taka ładna sala widowiskowa, duża scena. Pamiętam, że zagraliśmy 2-3 utwory. Tam już nie zajęliśmy nie wiadomo jakiego miejsca, ale uczestniczyliśmy w tym i to był nasz taki mały sukces.

Co graliście?
Jak to w tamtych czasach – utwory Lady Pank, Maanamu, Kombi. Potem jeszcze ze Sławkiem Tarczewskim założyliśmy zespół – Sławek na wokalu, ja na perkusji, Robert Szczepaniak na gitarze i jeszcze jeden chłopak, Piechocki chyba się nazywał, mieszkał koło Kina, taki długowłosy, metalowiec klasyczny – on na basie grał. Nazwaliśmy się, to chyba Sławek Tarczewski wymyślił – Extermination, Zagłada czy coś takiego. To był taki epizod – końcówka Liceum, klasa maturalna, graliśmy może z pół roku. Też mieliśmy próby, w Kinie były jakieś koncerty. Pamiętam, że w Amfiteatrze był taki dzień punkowy czy coś takiego, poprzyjeżdżały zespoły punkowe z Mogilna, z Inowrocławia i my też wystąpiliśmy.

Muzykujesz jeszcze?
Nie, perkusję już absolutnie odstawiłem.

(maj 2013)